.
piątek, 29 września 2017
czwartek, 28 września 2017
dziś byliśmy z Elą na grzybkach
W okolicznych lasach ciągle trwa wysyp grzybów. Korzystając z ładnej pogody, wziąłem wolne w pracy i pojechaliśmy z Elą do Jastrzębiej. W trzy godziny zebraliśmy 2,8 kg prawdziwków i 1,2 kg młodego podgrzybka brunatnego. Wystarczyło na susz, marynatę i mrożenie.
środa, 27 września 2017
wczoraj to byl dzień...
...Ładny i słoneczny. Nieśmiało planowałem wypad na "mały" rowerek po pracy, ale... . Jak zwykle moje plany zostały całkowicie zmodernizowane. Głównym modernizatorem okazała się babcia Irena, która z powodów zaburzeń gastrycznych nie mogła odebrać Zosi po basenie. A Ela miała już umówioną rehabilitację z Klarą. Jak zwykle w sytuacjach kryzysowych nieocenioną okazała się niezawodna ciocia Ania. Odebrała ją ze szkoły i wsadziła do autobusu. Ja po przyjeździe do domu z pracy zjadłem szybko obiad i podjechałem na przystanek pod dom kultury w Mościcach. Zaparkowałem na wprost Gorillaz Grill Bar, co zaskutkowało tym, że musiałem Zośce kupić frytasy z mięchem i 7-Up. I te frytasy mam dziś w robocie na drugie śniadanie. Zaraz będę je odgrzewał w mikrofali. Może obędzie się bez- tym razem u mnie- "zaburzeń gastrycznych"
Oczywiście z planów rowerkowych wyszło "jak zwykle"!
niedziela, 24 września 2017
poniedziałek, 18 września 2017
niedziela, 17 września 2017
Niedziela na neurologii
Na zewnątrz deszcz, więc ból z powodu zamknięcia można znieść lżej. Na 10 byłem w kaplicy na mszy św. Łącznie we mszy uczestniczyło 10 osób, z czego 5 to były panie pracownice. Oprócz kapłana przy ołtarzu, byłem tam jedynym facetem.
Jadłospis napawał optymizmem, bo na obiad przewidywał młode ziemniaczki, schabowy i surówka. Hurra! nie muszę więc kupować w bufecie normalnego obiadu.
Rzeczywistość jednak nie była już taka "różowa". Ziemniaki nie były nowe, zamiast schabowego był schab gotowany: twardy, suchy i niesłony. A ziemniaki! Fatalne, chyba jakieś pastewne! Chyba nie tylko mi te ziemniaki nie smakowały'
Oddałem karmę prawie nie ruszoną i zjechałem do bufetu na normalne jedzenie.
Dwa tygodnie roku szkolnego za nami
Już połowa września! Koniec lata niedaleko, jesień się zbliża. Dziewczynki dzielnie uczestniczą w procesie edukacyjnym, i tak:
Klarcia: Co rano, jeszcze przed Zosią jest dowożona do przedszkola. Raczej idzie tam bez żadnych "płaczków-maczków". Czasem w trakcie pobytu sobie popłacze, ale to nie za mamą tylko raczej z innych powodów. Gorzej jest z jedzeniem. Jak wiecie, Klarcia nie gryzie pokarmów, pan Rafał, kucharz rozdrabnia jej obiadek, a pani wychowawczyni próbuje ją karmić (przynajmniej tak twierdzi) ale i tak często nie zjada nic lub zjada niewiele. Ela zabiera ją o różnych godzinach: raz około 12 przed spaniem, a drugi raz po całym dniu, czyli ok. 15
Zosia: to już "stara" wyjadaczka. Zadań domowych jeszcze nie mają jakoś więcej, niż to bywało w III klasie, więc w domu się nie przepracowuje. Zaczyna wracać ze szkoły autobusem. Ale narazie spokojnie, bo odbiera ją ze szkoły ciocia Ania i wsadza do autobusu, a w Mościcach na przystanku czeka mama, albo babcia. Jeszcze nie codziennie, ale póki co testujemy taki model powrotu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


